Składamy wniosek o oddalenie. Oto dlaczego mamy rację.
Google myśli, że jest właścicielem Internetu. Taki jest podtekst pozwu przeciwko SerpApi, ta cicha część, którą nagle postanowiono wykrzyczeć na głos. Problem w tym, że nikt nie jest właścicielem Internetu. I prawo to jasno określa.
W styczniu obiecaliśmy, że będziemy walczyć z tym pozwem, aby chronić nasz model biznesowy oraz badaczy i innowatorów, którzy są zależni od naszej technologii. Dziś, w piątek 20 lutego 2026 r., realizujemy wniosek o oddalenie skargi Google. Chociaż jest to tylko jeden krok w długim i kosztownym procesie prawnym, chcę wyjaśnić, dlaczego jesteśmy pewni naszego stanowiska.
Czy Google robi sobie krzywdę swoim zamieszaniem? Google to największy scraper na świecie. Cała działalność Google rozpoczęła się od robota indeksującego, który odwiedzał każdą publicznie dostępną stronę w Internecie, kopiował treść, indeksował ją i udostępniał użytkownikom. Zrobiła to bez rozróżnienia pomiędzy materiałami chronionymi i nieobjętymi prawami autorskimi i zrobiła to bez pytania o pozwolenie. Teraz Google pozwał to przed sądem federalnym nasz skrobanie jest nielegalne.
Porozmawiajmy o DMCA.
W skardze Google powołuje się na ustawę Digital Millennium Copyright Act, aby uniemożliwić SerpApi dostęp do jego witryny internetowej. Jednak ustawa DMCA jest ustawą o ochronie praw autorskich, a nie ustawą o ochronie stron internetowych. Jest zasadnicza różnica. Google jest operatorem strony internetowej. Nie jest właścicielem praw autorskich do informacji, które udostępnia. Treść, która pojawia się w wynikach wyszukiwania Google, pochodzi od dziesiątek milionów wydawców, autorów i twórców z Internetu. Google nie stworzył tej treści. Google nie może wykorzystywać praw autorskich do uniemożliwiania dostępu do informacji publicznych w imieniu osób, które nigdy o to nie prosiły i prawie na pewno nie wiedzą, że próbuje to zrobić.
Tylko właściciel praw autorskich może autoryzować „kontrolę dostępu” na mocy ustawy DMCA. Google próbuje dochodzić tych praw w imieniu całego Internetu, niezależnie od tego, czy jego wyniki wyszukiwania zawierają treści chronione prawami autorskimi, czy nie, i bez wiedzy i zgody rzeczywistych osób, których twórczość jest przedmiotem sporu. Nie na to pozwala ustawa DMCA i nie jest to zamierzeniem Kongresu.
W swojej skardze sam Google twierdzi, że jego technologie wykrywania botów i przeciwdziałania scrapingowi mają chronić jego działalność reklamową. Nie, aby chronić jakiekolwiek dzieła chronione prawem autorskim. Nie, aby chronić żadnego twórcę lub wydawcę. Aby chronić jego zdolność do generowania przychodów.
Jest to fatalne w skutkach dla roszczeń Google związanych z ustawą DMCA. Statut chroni „środki technologiczne skutecznie kontrolujące dostęp do utworu”. Narzędzia Google nie kontrolują dostępu do żadnego konkretnego dzieła chronionego prawem autorskim. Wyniki wyszukiwania Google nie rozróżniają treści chronionych i nieobjętych prawami autorskimi. Każda informacja, którą Google udostępnia, pozostaje w pełni dostępna w oryginalnych, publicznych witrynach internetowych, które pobrała. Kiedy SerpApi pobiera wyniki wyszukiwania, nie obchodzimy niczyjej ochrony praw autorskich. Mamy dostęp do informacji publicznych, które zawsze były publiczne.
Narzędzia Google do walki z botami służą jednemu celowi: ochronie firm Google i tworzeniu monopolu. Ustawa DMCA nie została zaprojektowana, aby tworzyć otoczone murem ogrody dla gigantów technologicznych.
Ustawa DMCA precyzyjnie definiuje obejście: oznacza ono „rozszyfrowanie zaszyfrowanego utworu, odszyfrowanie zaszyfrowanego utworu lub w inny sposób uniknięcie, ominięcie, usunięcie, dezaktywację lub uszkodzenie środka technologicznego”. Przeczytaj to uważnie. Rozszyfrować. Odszyfruj. Osłabiać.
SerpApi nie robi żadnej z tych rzeczy. Uzyskujemy dostęp do publicznie widocznych stron internetowych, tych samych, które są dostępne dla dowolnej przeglądarki. Nie łamiemy szyfrowania. Nie wyłączamy systemów uwierzytelniania. Nie mamy dostępu do prywatnych danych ani stron niepublicznych. Czytamy to, co jest już na widoku.
Jeśli wykonasz obliczenia, nawet biorąc pod uwagę minimalne rzekome liczby, ustawowe odszkodowanie Google na mocy ustawy DMCA wyniesie zaledwie 7,06 biliona dolarów. Maksymalne kary zgodnie z kreatywną interpretacją ustawy DMCA przez Google przekroczyłyby PKB Stanów Zjednoczonych. Już sama ta liczba powinna powiedzieć Państwu wszystko, co powinniście wiedzieć o tym, czy Kongres zamierzał wykorzystywać ustawę DMCA w ten sposób.
W skardze Google wspomniano o kosztach budowy infrastruktury i kosztach utrzymania narzędzi do wykrywania botów. Ale nie twierdzi, że jest prawdziwy prawo autorskie szkody wyrządzone przez SerpApi.
To dlatego, że nic takiego nie miało miejsca. Zapewniamy ustrukturyzowany dostęp do informacji publicznie dostępnych. Informacje pozostają publicznie dostępne. Google twierdzi, że stworzył narzędzia do wykrywania botów, częściowo po to, aby utrudniać zgodne z prawem zachowanie SerpApi. Google twierdzi natomiast, że jego zdolność do utrzymywania wysokich cen reklam zależy od jego ciągłej zdolności do sztucznego blokowania dostępu do informacji publicznych.
Ale to nie nasz problem. (A co ważniejsze, nie stanowi to naruszenia ustawy DMCA.)
Nie prosimy sądów o wytyczenie nowych rozwiązań. Prawo jest już po naszej stronie.
Amerykański Sąd Apelacyjny dla Dziewiątego Okręgu odniósł się do tej kwestii bezpośrednio w hiQ Labs, Inc. przeciwko LinkedIn Corp.ostrzegając przed tworzeniem „monopolów informacyjnych godzących w interes publiczny”. Pozew Google to dokładnie ten rodzaj monopolu informacyjnego, przed którym przestrzegał sąd. LinkedIn, podobnie jak Google, chciał skorzystać z procesu prawnego, aby zablokować publicznie dostępne dane. Dziewiąty Obwód powiedział nie.
Rozumowanie Szóstego Okręgu w Impression Products, Inc. przeciwko firmie Lexmark International jest równie pouczające. Sąd wyjaśnił, że ustawa DMCA nie może mieć zastosowania do dzieł łatwo dostępnych w inny sposób, tak jak zamek w tylnych drzwiach nie kontroluje dostępu do domu, którego drzwi wejściowe są szeroko otwarte. Wyniki wyszukiwania Google to drzwi frontowe. Są otwarte. Są publiczne. Umieszczenie systemu wykrywania botów na zapleczu nie powoduje przekształcenia informacji publicznych w utwór chroniony.
SerpApi powstało, ponieważ wierzymy w znaczenie wolnego i otwartego Internetu, w którym informacje publiczne są łatwo dostępne dla wszystkich. Przekonania te są głęboko zakorzenione w amerykańskiej kulturze i amerykańskim orzecznictwie, a ich początki sięgają uchwalenia Pierwszej Poprawki. I te przekonania się nie zmieniły. W każdym razie pozew Google wzmocnił nasze przekonanie.
Od lat działamy przejrzyście i zgodnie z prawem. Nasz model biznesowy jest udokumentowany publicznie. Z naszych interfejsów API korzystają programiści, badacze, dziennikarze i firmy, którym zależy na dostępie do informacji, które Google wolałby zamknąć za własnymi ścianami.
SerpApi tu zostanie.
Dlaczego? Ponieważ Google nie ma prawa ograniczać dostępu do informacji publicznych, nie ma uprawnień do zakazywania tych samych narzędzi, których używał (i nadal używa) do budowania swojej działalności, ani nie ma legitymacji do wniesienia tego pozwu.
„Aby uporządkować informacje ze świata i uczynić je powszechnie dostępnymi i użytecznymi.”
To była misja Google. Ale wydaje się, że Google porzucił to, zapominając, co oznaczają słowa „uniwersalnie”, „dostępny” i „przydatny”. Zmuszanie 42-osobowej firmy SerpApi do przejęcia i kontynuowania tej misji.
Nasz wniosek można przeczytać tutaj:
Pytania? Skontaktuj się z press@serpapi.com.
